Uczelnię mam blisko jakieś 15 minut spacerkiem. Plan zajęć też spoko. Na szczęście Sandra ma taki sam jak ja oprócz tego, że ja mam francuski, a ona hiszpański.
***Pierwszy dzień studiów***
Mimo wszystko denerwowałam się. Jak sobie poradzę? Czy dogadam się z innymi? Odrzuciłam te pytania gdzieś do tyłu głowy i pewnie weszłam na salę. Byli już prawie wszyscy oprócz mnie i Sandry. Miejsca wolne były z tyłu, więc nikt nie będzie marudził, że mu zasłaniamy. Lekcja rozpoczęła się. Polski... Nudy jak flaki z olejem, ale przed nami siedział Kamil. Spoko gościu, więc gadaliśmy kiedy polonistka nie patrzyła. Jakoś przeminęły nam 4 wykłady z różnych dziedzin nauki, a w końcu nadszedł w-f. Graliśmy w siatę. W naszej klasie była tylko jedna dziewczyna oprócz mnie i Sandry. Trafiła do drugiej drużyny. Mecz był bardzo zacięty. Dobre ataki mi wychodziły chociaż kilka razy musiałam prosić Kamila (był rozgrywającym o wyższe piłki). Doszło do tie-breaka. Starałam się zmotywować nasz zespół, ponieważ byli bardzo zmęczeni. Chyba podziałało. Ostatnia piłka poszła do mnie. Zobaczyłam dużo wolnego pola. Plas w sam środek i wygrywamy!
***W tym samym czasie na trybunach***
-Myślę, że chyba podjął już pan decyzję?
- Tak już wiem kogo chcę do zespołu.
***Znów boisko***
-UWAGA! To jest trener Bazyl Roztowski. Chciałby wam coś powiedzieć - czy każdy trener musi się tak drzeć?
- Witam wszystkich. Nie będę owijał w bawełnę. Proszę o wystąpienie Sandrę Witak i Zuzę Werwę. Chciałbym, żebyście należały do siatkarskiego zespołu naszej uczelni. Zgadzacie się?
- Oczywiście, że tak! - ten synchron.
- W takim razie chciałbym was widzieć w poniedziałki, środy i piątki o godzinie 17:30 na hali w centrum miasta.
- Tak, na pewno będziemy.
- Dobrze w takim razie proszę wszystkich o udanie się do szatni - wuefista bardzo dużo mówi, prawda?
Gdy wyszłyśmy na korytarz zaczęłyśmy skakać ze szczęścia. Właśnie o to nam chodziło.
Potem dzień minął jak z bicza strzelił. Kolejne też. Czekałyśmy tylko na pierwszy trening, który miał odbyć się już dzisiaj.
--------------------------------------------------------------
Łapcie taki tam beznadziejny, krótki i do dupy rozdział. Bardzo was przepraszam, że teraz tak rzadko dodaję, ale jestem na wyjeździe, więc totalny brak czasu itd. Mam nadzieję, że ktoś to przeczyta ;) Pozdrawiam z Zakopanego <3 Siatkowa :*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
środa, 23 lipca 2014
poniedziałek, 14 lipca 2014
Zapraszam :D
Zapraszam tam ---------> http://jak-to-jest-byc-toba.blogspot.com/ :D Nowy blog ;) Jakby ktoś nie wiedział oprócz tego i tamtego prowadzę jeszcze ten skokimojamilosciaaleczytylko.blogspot.com :) Zapraszam do czytania i komentowania na wszystkich :) Siatkowa :*
Rozdział 1
Rozdział dedykuję Gosi, która rozśmiesza mnie swoimi komami ;) i dla Młodej (dziękuję za obserwację). Obu wam dziękuję, bo jak przeczytałam te komy to od razu zachciało mi się pisać :D
-----------------------------------------------------------------------------------------
Nadszedł dzień wyjazdu. Sandra przyszła do mnie z walizką już gotowa do wyjazdu. Znała mnie aż za dobrze, więc wiedziała, że często czegoś zapominam. Ona biegała po mieszkaniu mojej mamy, a ja najspokojniej w świecie siedziałam sobie na kanapie oglądając powtórkę meczu Atom Trefl Sopot-MKS Dąbrowa Górnicza.
- Masz wszystko już spakowane? Ładowarki, laptopa, telefon, kosmetyki??? - pytała gorączkowo.
- Nie... Nie spakowałam telefonu... Trzymam go w ręce! - zaśmiałam się.
- Tak się ze mną bawisz? Uważaj, bo jak czegoś zapomniałaś to ci nie pożyczę.
- Bez nerwów. Jedziemy z Gdańska do RZESZOWA. Na drugi koniec Polski, więc spakowałam wszystko już wczoraj.
- Aha... To chyba możemy iść? Jeszcze na pociąg się spóźnimy - odparła nerwowa Witak.
- Oczywiście, że możemy. Tylko się pożegnam.
Podeszłam do mamy i przytuliłam ją. Odwzajemniła uścisk. Przeszłam jeszcze po mieszkaniu omiatając wzrokiem wszystkie pomieszczenia. Wiedziałam, że raczej tu nie wrócę, ponieważ rodzicielka przeprowadza się do Kielc. Znalazła tam dobrą pracę i powiedziała "Będę bliżej ciebie. Zawsze będziesz mogła przyjechać." Nie wiedziałam czy to dobry pomysł, ale co ja mogę? Po 20 minutach ostatecznie pożegnałam się z mamą i wyszłam z przyjaciółką z mieszkania.
- Jak tam? W końcu zmiana otoczenia? - zapytałam.
- Nie jest źle. Mam nadzieję na poznanie jakiś fajnych siatkarzy.
- Marzenie ściętej głowy.
- Wiesz, ja to Wróżbita Maciej.
- Zaprezentuj? - wiedziałam co powie, ale co mi tam.
- Dzisiaj w nocy będzie ciemno - uniosła brew czekając na moją odpowiedź.
- HYYYYYYYYY!!! Nie spodziewałam się doprawdy.
- No ja wiem. To zmieniło twoje życie.
- Oczywiście.
W czasie rozmowy doszłyśmy na peron. Bilety miałyśmy kupione już kilka dni temu. Nasz środek transportu jak zwykle się spóźniał.
- Ja pierdolę ile można czekać? - byłam zła.
- Panienko, niech pani nie rzuca mięsem - zaczepił mnie jakiś "moher".
- Proszę pani, niech pani zajmie się sobą, a nie mną.
Kobieta popatrzyła na mnie i odeszła pośpiesznie. Ludzie którzy słyszeli naszą rozmowę zadarli głowy i patrzyli na mnie oraz Sandrę.
- Jak zwykle wyższe od wszystkich ludzi na przystanku? - spytała przyjaciółka.
- Taa... Wiesz w 6 klasie podstawówki miałam 168 cm wzrostu i chciałam skończyć na 185, a nie 193.
- Pamiętam.A w 5 klasie miałaś 158 cm i chciałaś zabić wszystkich, którzy mówili, że jesteś za niska na bycie siatkarką - zaśmiała się.
- A zwłaszcza trenera od wf-u. O zobacz jedzie nasz pociąg. Cała nocy w podróży witaj! - krzyknęłam, chyba odrobinę za głośno, bo ludzie znów się na mnie spojrzeli.
Po dwóch godzinach Sandra już spała, a ja czytałam gazetę. Razem z nami w przedziale byli : zakonnica, śpiący facet i dwie panie, które zażarcie dyskutowały o supermarketach. Może przytoczę kawałek ich rozmowy :
- Na tym Ryneczku Lidla to ekologiczne mają rzeczy.
- No Basiu, ja ostatnio kupiłam pomidory właśnie tam i w jednym był robak. - straszne prawda?
- Krysiu, to nic ja w mięsnym kupiłam kurczaka BIO i był nie dobry.
Tak wyglądała cała ich rozmowa. Gdy znudziło mi się słuchanie kobiet ubrałam słuchawki i włączyłam piosenkę jednego z moich ulubionych zespołów.
***Już w Rzeszowie***
- Jaki był ten adres? - Sandra próbowała przypomnieć sobie nazwę ulicy.
- Jaracza 7 - odpowiedziałam jarając się (xD)
- Okej - odpowiedziała beznamiętnie.
- Tylko okej? Z numerem 7 gra Olieg Achrem, a Jaracza to zajefajna nazwa.
- Tak, tak nie emocjonuj się tak. To chyba tamten budynek?
- Noo
Po dojściu do mieszkania ogarnęłyśmy się i, gdy minęły 2 godziny postanowiłyśmy pójść na obiad. Na Rynku znalazłyśmy fajną restaurację. Złożyłyśmy zamówienie, a ja zauważyłam kto siedzi przy stoliku obok.
- Sandra, Sandra, tam siedzi Igła - szepnęłam do koleżanki.
- To chodź po autograf.
- Nie lepiej nie, bo pomyśli, że jakieś hotki nie dają mu obiadu spokojnie zjeść.
- Okej, okej jak tam sobie chcesz.
Dzisiaj położyłam się wcześniej spać, bo jutro muszę zajść na uczelnię rano. Sen w końcu nadszedł.
-----------------------------------------------------------------
Ale beznadziejny rozdział :O co ja napisałam? Wybaczcie mi go i komentujcie ;) Pozdrawiam Siatkowa :*
-----------------------------------------------------------------------------------------
Nadszedł dzień wyjazdu. Sandra przyszła do mnie z walizką już gotowa do wyjazdu. Znała mnie aż za dobrze, więc wiedziała, że często czegoś zapominam. Ona biegała po mieszkaniu mojej mamy, a ja najspokojniej w świecie siedziałam sobie na kanapie oglądając powtórkę meczu Atom Trefl Sopot-MKS Dąbrowa Górnicza.
- Masz wszystko już spakowane? Ładowarki, laptopa, telefon, kosmetyki??? - pytała gorączkowo.
- Nie... Nie spakowałam telefonu... Trzymam go w ręce! - zaśmiałam się.
- Tak się ze mną bawisz? Uważaj, bo jak czegoś zapomniałaś to ci nie pożyczę.
- Bez nerwów. Jedziemy z Gdańska do RZESZOWA. Na drugi koniec Polski, więc spakowałam wszystko już wczoraj.
- Aha... To chyba możemy iść? Jeszcze na pociąg się spóźnimy - odparła nerwowa Witak.
- Oczywiście, że możemy. Tylko się pożegnam.
Podeszłam do mamy i przytuliłam ją. Odwzajemniła uścisk. Przeszłam jeszcze po mieszkaniu omiatając wzrokiem wszystkie pomieszczenia. Wiedziałam, że raczej tu nie wrócę, ponieważ rodzicielka przeprowadza się do Kielc. Znalazła tam dobrą pracę i powiedziała "Będę bliżej ciebie. Zawsze będziesz mogła przyjechać." Nie wiedziałam czy to dobry pomysł, ale co ja mogę? Po 20 minutach ostatecznie pożegnałam się z mamą i wyszłam z przyjaciółką z mieszkania.
- Jak tam? W końcu zmiana otoczenia? - zapytałam.
- Nie jest źle. Mam nadzieję na poznanie jakiś fajnych siatkarzy.
- Marzenie ściętej głowy.
- Wiesz, ja to Wróżbita Maciej.
- Zaprezentuj? - wiedziałam co powie, ale co mi tam.
- Dzisiaj w nocy będzie ciemno - uniosła brew czekając na moją odpowiedź.
- HYYYYYYYYY!!! Nie spodziewałam się doprawdy.
- No ja wiem. To zmieniło twoje życie.
- Oczywiście.
W czasie rozmowy doszłyśmy na peron. Bilety miałyśmy kupione już kilka dni temu. Nasz środek transportu jak zwykle się spóźniał.
- Ja pierdolę ile można czekać? - byłam zła.
- Panienko, niech pani nie rzuca mięsem - zaczepił mnie jakiś "moher".
- Proszę pani, niech pani zajmie się sobą, a nie mną.
Kobieta popatrzyła na mnie i odeszła pośpiesznie. Ludzie którzy słyszeli naszą rozmowę zadarli głowy i patrzyli na mnie oraz Sandrę.
- Jak zwykle wyższe od wszystkich ludzi na przystanku? - spytała przyjaciółka.
- Taa... Wiesz w 6 klasie podstawówki miałam 168 cm wzrostu i chciałam skończyć na 185, a nie 193.
- Pamiętam.A w 5 klasie miałaś 158 cm i chciałaś zabić wszystkich, którzy mówili, że jesteś za niska na bycie siatkarką - zaśmiała się.
- A zwłaszcza trenera od wf-u. O zobacz jedzie nasz pociąg. Cała nocy w podróży witaj! - krzyknęłam, chyba odrobinę za głośno, bo ludzie znów się na mnie spojrzeli.
Po dwóch godzinach Sandra już spała, a ja czytałam gazetę. Razem z nami w przedziale byli : zakonnica, śpiący facet i dwie panie, które zażarcie dyskutowały o supermarketach. Może przytoczę kawałek ich rozmowy :
- Na tym Ryneczku Lidla to ekologiczne mają rzeczy.
- No Basiu, ja ostatnio kupiłam pomidory właśnie tam i w jednym był robak. - straszne prawda?
- Krysiu, to nic ja w mięsnym kupiłam kurczaka BIO i był nie dobry.
Tak wyglądała cała ich rozmowa. Gdy znudziło mi się słuchanie kobiet ubrałam słuchawki i włączyłam piosenkę jednego z moich ulubionych zespołów.
***Już w Rzeszowie***
- Jaki był ten adres? - Sandra próbowała przypomnieć sobie nazwę ulicy.
- Jaracza 7 - odpowiedziałam jarając się (xD)
- Okej - odpowiedziała beznamiętnie.
- Tylko okej? Z numerem 7 gra Olieg Achrem, a Jaracza to zajefajna nazwa.
- Tak, tak nie emocjonuj się tak. To chyba tamten budynek?
- Noo
Po dojściu do mieszkania ogarnęłyśmy się i, gdy minęły 2 godziny postanowiłyśmy pójść na obiad. Na Rynku znalazłyśmy fajną restaurację. Złożyłyśmy zamówienie, a ja zauważyłam kto siedzi przy stoliku obok.
- Sandra, Sandra, tam siedzi Igła - szepnęłam do koleżanki.
- To chodź po autograf.
- Nie lepiej nie, bo pomyśli, że jakieś hotki nie dają mu obiadu spokojnie zjeść.
- Okej, okej jak tam sobie chcesz.
Dzisiaj położyłam się wcześniej spać, bo jutro muszę zajść na uczelnię rano. Sen w końcu nadszedł.
-----------------------------------------------------------------
Ale beznadziejny rozdział :O co ja napisałam? Wybaczcie mi go i komentujcie ;) Pozdrawiam Siatkowa :*
piątek, 4 lipca 2014
Prolog
Retrospekcja
Stałam z Sandrą i dziewczynami przy linii bocznej. Denerwowałam się bardzo. Grałam dopiero od 2 lat, a niektóre obecne tutaj dziewczyny od 5 albo nawet 6. Moja przyjaciółka spojrzała na mnie i powiedziała :
-Zuza, czym ty się tak denerwujesz? Ja wiem, że nie grasz bardzo długo, ale najwyraźniej jesteś dobra jeśli już jesteś na Mistrzostwach Polski.
- Nie wiem boję się, że przeze mnie przegramy -odpowiedziałam.
- Jestem pewna, że nie zobaczysz, że zagrasz świetnie.
- Mam nadzieję - próbowałam się uśmiechnąć, ale nie bardzo mi to wychodziło.
Jest! Mamy piłkę meczą na wagę zostania Mistrzyniami Polski. Ola przyjmuje, Maja wystawia krótką do Sandry, ale nasze przeciwniczki blokują. Piłkę broni nasza libero Wera, rozgrywająca wystawia do mnie, a ja postanawiam zaatakować po ostrym skosie. Sędzia pokazuje boisko! Normalnie szaleństwo!!! Dziewczyny rzucają się na mnie, a potem już nic nie widzę przez łzy, szczęścia oczywiście. My skaczemy, a obok zostaje ustawiane podium.
Nawet nie słucham kto zajmuje inne miejsca słyszę tylko "A pierwsze miejsce zajmuje Gedania Gdańsk!!!". Wskakujemy z dziewczynami na podium i zostają nam wręczone medale. Po raz kolejny w tym dniu płaczę ze szczęścia. Potem zostają przyznane nagrody indywidualne.
Najlepiej przyjmująca : Emilia Więckowska - Wola Warszawa (nie znam nazw klubów zbyt, więc przepraszam)
Najlepiej rozgrywająca : Kaja Rońska - UKS Jasieniak Gdańsk
NAJLEPIEJ BRONIĄCA : Weronika Jaśkiewicz - GEDANIA GDAŃSK (nasza mała Werka najlepsza)
NAJLEPIEJ BLOKUJĄCA : Sandra Witak - GEDANIA GDAŃSK (moja wieża dostała nagrodę)
NAJLEPIEJ ZAGRYWAJĄCA : Zuzanna Werwa - GEDANIA GDAŃSK (nie wierzę, nie wierzę dostałam nagrodę. Podobno moja mina była bezcenna)
NAJLEPIEJ PUNKTUJĄCA : Zuzanna Werwa - GEDANIA GDAŃSK (I po raz kolejny niedowierzanie)
MVP : Zuzanna Werwa - GEDANIA GDAŃSK (trzecia nagroda dla mnie? gdy odbierałam nagrodę zastanawiałam się czy tak można)
5 nagród na 7 zgarniętych przez nas. Trener powiedział, że jesteśmy najlepsze. Przez następne lata ja wraz z moimi dziewczynami zgarniałyśmy wiele nagród najczęściej tych najwyższych. Sandra wciąż była moją najlepszą przyjaciółką. Postanowiłyśmy studiować w Rzeszowie, bo podobno tam mają dobrą drużynę siatkówki. Rodzice Sandry nie mieli nic przeciwko, moja mama również. Ojca nie znałam. Chyba odziedziczyłam po nim wzrost, ponieważ mam 193 cm. Blondii (Sandra) 197 cm, więc razem wyglądałyśmy dość hmmm... specyficznie. Nadszedł dzień wyjazdu.
------------------------------------------------------------------
Jest i prolog ;) Zapraszam do komentowania i pozdrawiam :*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
Stałam z Sandrą i dziewczynami przy linii bocznej. Denerwowałam się bardzo. Grałam dopiero od 2 lat, a niektóre obecne tutaj dziewczyny od 5 albo nawet 6. Moja przyjaciółka spojrzała na mnie i powiedziała :
-Zuza, czym ty się tak denerwujesz? Ja wiem, że nie grasz bardzo długo, ale najwyraźniej jesteś dobra jeśli już jesteś na Mistrzostwach Polski.
- Nie wiem boję się, że przeze mnie przegramy -odpowiedziałam.
- Jestem pewna, że nie zobaczysz, że zagrasz świetnie.
- Mam nadzieję - próbowałam się uśmiechnąć, ale nie bardzo mi to wychodziło.
Jest! Mamy piłkę meczą na wagę zostania Mistrzyniami Polski. Ola przyjmuje, Maja wystawia krótką do Sandry, ale nasze przeciwniczki blokują. Piłkę broni nasza libero Wera, rozgrywająca wystawia do mnie, a ja postanawiam zaatakować po ostrym skosie. Sędzia pokazuje boisko! Normalnie szaleństwo!!! Dziewczyny rzucają się na mnie, a potem już nic nie widzę przez łzy, szczęścia oczywiście. My skaczemy, a obok zostaje ustawiane podium.
Nawet nie słucham kto zajmuje inne miejsca słyszę tylko "A pierwsze miejsce zajmuje Gedania Gdańsk!!!". Wskakujemy z dziewczynami na podium i zostają nam wręczone medale. Po raz kolejny w tym dniu płaczę ze szczęścia. Potem zostają przyznane nagrody indywidualne.
Najlepiej przyjmująca : Emilia Więckowska - Wola Warszawa (nie znam nazw klubów zbyt, więc przepraszam)
Najlepiej rozgrywająca : Kaja Rońska - UKS Jasieniak Gdańsk
NAJLEPIEJ BRONIĄCA : Weronika Jaśkiewicz - GEDANIA GDAŃSK (nasza mała Werka najlepsza)
NAJLEPIEJ BLOKUJĄCA : Sandra Witak - GEDANIA GDAŃSK (moja wieża dostała nagrodę)
NAJLEPIEJ ZAGRYWAJĄCA : Zuzanna Werwa - GEDANIA GDAŃSK (nie wierzę, nie wierzę dostałam nagrodę. Podobno moja mina była bezcenna)
NAJLEPIEJ PUNKTUJĄCA : Zuzanna Werwa - GEDANIA GDAŃSK (I po raz kolejny niedowierzanie)
MVP : Zuzanna Werwa - GEDANIA GDAŃSK (trzecia nagroda dla mnie? gdy odbierałam nagrodę zastanawiałam się czy tak można)
5 nagród na 7 zgarniętych przez nas. Trener powiedział, że jesteśmy najlepsze. Przez następne lata ja wraz z moimi dziewczynami zgarniałyśmy wiele nagród najczęściej tych najwyższych. Sandra wciąż była moją najlepszą przyjaciółką. Postanowiłyśmy studiować w Rzeszowie, bo podobno tam mają dobrą drużynę siatkówki. Rodzice Sandry nie mieli nic przeciwko, moja mama również. Ojca nie znałam. Chyba odziedziczyłam po nim wzrost, ponieważ mam 193 cm. Blondii (Sandra) 197 cm, więc razem wyglądałyśmy dość hmmm... specyficznie. Nadszedł dzień wyjazdu.
------------------------------------------------------------------
Jest i prolog ;) Zapraszam do komentowania i pozdrawiam :*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
Bohaterowie
Sandra Witak - 19 latka. Przyjaciółka Zuzy, chodziły razem do podstawówki, gimnazjum, liceum, a teraz będą razem studiować. Również kocha siatkówkę, ale kibicuje Czarnym Radom i Atomowi Trefl Sopot.
Bartosz Kurek - siatkarz Asseco Resovi Rzeszów (tak wiem, że Bartek tam nie gra) i reprezentacji Polski. Stanu wolnego ;) .
Krzysztof Ignaczak - libero reprezentacji Polski oraz Asseco Resovii. Gdy spotyka Zuzę jego życie przewraca się do góry nogami. A może już wcześniej coś "nabroił"?
Zbigniew Bartman - siatkarz reprezentacji oraz klubu z Modeny (tu się zgadza). Z Zuzą skaczą sobie do gardeł. Oczywiście w przenośni.
------------------------------------------------------------
I jak?? Niedługo prolog :D
Witam :D
Heeej :D Witam na moim drugim blogu ;) Pierwszy to ------> skokimojamilosciaaleczytylko.blogspot.com . Ten blog będzie o siatkówce, czyli o mojej największej pasji ;) Zapraszam do czytania Siatkowa :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




