sobota, 6 września 2014

Rozdział 6

Gdy już pośmialiśmy się z Bartmana, udaliśmy się do szatni, a potem na jedną z salek treningowych na Podpromiu gdzie miało być coś do jedzenia. No, i było, ale oczywiście ci "więksi" zdążyli podejść pierwsi, a my musiałyśmy czekać. Gdy nadeszła moja kolej nałożyłam sobie jakąś sałatkę i trochę mięsa. Usiadłyśmy tam gdzie kazali nam chłopacy tj. koło nich.
- O patrzcie idą przegrani - zaśmiał się Igła.
- Tylko nie życzę sobie Zbigniewa na miejscu koło mnie!
- Da się załatwić - uśmiechnął się Bartek.
- ZBYNIU! KUBI! FABIAN! PIOTREK! Siadajcie do nas! - no ta Igła to od razu wszystkich musi poinformować, że ci siatkarze będą siedzieć właśnie W TYM miejscu.
Mój wróg #1 usiadł jak najdalej ode mnie co było mi na rękę.
- I jak dziewczyny? Zmęczone po meczu? - spytał Dzik.
- W ŻYCIU! - krzyknęłam.
- Pierdolisz - orzekł Kurek jedząc.
- Nie pierdolę za młoda jestem.
- Tak, tak oczywiście - zaśmiał się Możdżon.
- Ej, Możdżon nie bądź taki zadowolony, bo już niedługo rozwalimy twoją Zaksę na Podpromiu! - stwierdził Ignaczak - idziecie na mecz?
- My? - spytała się Sandra.
- No! A kto?
- Idziemy.
- A komu kibicujecie?
- Zaksie! - odparłam i przybiłam pionę z Drzewcem.
- CO? FOCH FOREVER! - Kurek udawał obrażoną nastolatkę.
- Ja Sovii - Sandra życzliwie uśmiechnęła się do chłopaków.
- NO! I TO MI SIĘ PODOBA! - udzielił się Minister Obrony Narodowej.
- Pfffff... Zaksa Mistrzem, Zaksa Panem, zawsze będę Zaksy fanem! - powiedziałam - Co nie Możdżon?
- A jak! Moja krew!
- Jeszcze zobaczymy kto wygra - uznał dyplomatycznie Bartman.
- Jak długo będziecie z nami trenować, tak w ogóle? - spytała Sandra.
- Jeszcze 3 dni.
- A on też? - wskazałam palcem na Bartmana.
- Tak.
- O NIE!!! - udawałam, że płaczę.
- Ej, jedzcie może? - zasugerował Fabi.
- YYYYY... no okej.
- A będzie coś na deser? - spytał Kubiak.
- Dzik na złotej tacy - strzeliłam.
- Ale jednego Dzika już mamy to nam nie wystarczy? - Zbyszek jak zwykle musiał wyrazić swoje zdanie.
- Absolutnie nie!
- O patrzcie już jest!
- Dzik? - spytałam z nadzieją.
- Nie, sałatki owocowe.
- Aaaa... to chuj - skrzywiłam się.
- A jaki?
- Fajny.
- A jak wygląda?
- A co nie masz, że się mnie pytasz - zgasiłam Bartmana jak woda ogień.
---------------------------------------------------------------------------------
Joł, joł, joł hipsta xD Witam (chyba normalne przywitanie lepsze) xD Troszkę dawno tu nic nie było, ale zajęłam się tym blogiem i tak właśnie rozdział, który miał się pojawić 2 dni temu pojawił się dzisiaj za co PRZEPRASZAM. Zapraszam was do komentowania i pozdrawiam :*

3 komentarze:

  1. trochę pocisk Bartmanowi hahha :D
    #44 na nie-moge-zyc-bez-ciebie.blogspot.com zapraszam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzik na złotej tacy mnie rozwalił . :D
    Zyskałaś nową czytelniczkę :)
    Zapraszam do siebie http://gdy-uwierzysz-w-marzenia.blogspot.com oraz http://droga-do-zemsty.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń