wtorek, 20 stycznia 2015

Rozdział 9

Razem z Sandrą zjedliśmy... zapiekanki. Jej popisowe danie obiadowo-kolacyjne, czy jak to się tam mówi, było nie do zjedzenia, ponieważ było "SPAAAALONE". Na początku usłyszałam "SPASIONE", ale w to nie wnikamy. A miała być pizza. Obrażam się! Ja chciałam pizzę, a to, że nie umiem nastawiać piekarnika to wcale nie jest dziwne! Ale wracając do tematu zapiekanek. Były całkiem dobre, więc potem "klapłam" na kanapę i włączyłam telewizor.
- Sandziaaaaaaaaaa!!! - zaczęłam się drzeć.
- Czego? - przybiegła szybko. - I żadna "Sandzia", pojebało?
- Nic nie ma w "telewiżyn" - błysnęłam angielskim.
- To straszne - ej, koleżanko ironia jest moja!
- Ja chcę, żeby mecz był albo już sezon skoków!
Poza siatkówką "jarałam" się też skokami. Omnomnomnomnomnomnom kocham! Tak to można powiedzieć.
- Jezu nie! Tylko nie skoki! Zakazuję tego oglądać tu! Jak można to lubić?!
- Weź... kobieto... mów do ręki, ściany czy chuj wie czego, ale nie do mnie! - "załamałam" się.
Jak można łatwo wydedukować moja ulubiona środkowa skoków nie lubiła. Oczywiście,  cytuję : "delikatejszyn" mówiąc. Uznając, że i tak z tego gówna, zwanego również odbiornikiem telewizyjnym lub potocznie telewizorem (wiem, że tego nie wiedzieliście) nic nie wycisnę wyłączyłam go i rzuciłam pilotem.
- Rozjebałaś pilota! - uznała Witak podnosząc głowę z nad kolejnego gówna, zwanego szajsungiem, a nie wśród szlachty... dobra w sumie nie ważne.
- No to co?! - pfffffffff... - To nie ja!
- To kto? Może ja?
- Nie pyskuj!
- EJJJJJJJJJ!!! - krzyknęła. - Mój tata tak zawsze mówi!
- Moja mama też, no tata to nie wiem, nie znam typa!
- Głupia - pokręciła głową z niedowierzaniem "Sandzia".
- Miło mi, ja Zuzia - wyciągnęłam do niej rękę.
- No nie, a ja myślałam, że PRAKSEDA.
- Skąd ty to wytrzasnęłaś?
- Nie wiem - zaśmiała się.
- Co to znowu w ten telefon paczysz, noooo?! - rzuciłam w nią moim oczojebnym kapciem.
- Bartman mnie zaprosił do znajomych i Kurek, i Fabian, i Dzik, i...
- Dobra, dobra ogarniam - uciszyłam ją. - Uno momento.
- Ale z ciebie poliglotka...
- Mnie też zaprosili! - krzyknęłam. - Chwila, chwila...
- What?
- BARTMAN MNIE NIE ZAPROSIŁ! JUŻ ON TEGO POŻAŁUJE!
- Przecież go nie lubisz?
- Ale. Fejm. Musi. Być!
- Nie samymi lajkami żyje człowiek! - błysnęła inteligencją.
- LAJKI ŻYYYYCIEM!
- Idiotka.
- Ej, wcale, że nie!
- Wcale, że tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Tak!
- Nie!
- Przegrałaś! - uśmiechnęłam się tryumfalnie.
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Dobra wygrałaś, biję ci pokłony!
----------------------------------------------------------------------------------
I takim oto o spięciem, kończę ten rozdział! W końcu jakąś tam wena przyszła na tego bloga, dlatego jutro tutaj pojawi się nowy rozdział :D Przez ten tydzień codziennie będę się starała dodawać tu po rozdziale :) Cieszycie się? Mam nadzieję, że moje winy zostaną wybaczone!
STEJ TJUND!

1 komentarz:

  1. Świetny :*
    Nie wiem co mam jeszcze napisać, no nie wiem! :-)
    Szajsung? xD Oł maj gat, masz mnie!
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń