Dzisiaj miałam zamiar wcześniej się położyć. Taaaaaaak, hahahahhahaha. Miałam zamiar, ale no przecież Sandra uznała, że ie wie co ubrać jutro, więc zaczęłam jej grzebać w szafie i szukać jakiegoś ubrania, ale nic ciekawego nie było, faktycznie! Wtedy moja "best friend forever" powiedziała, że w takim razie idziemy na zakupy. Uznałam, że zwariowała, ale ubłagała mnie tym, że będzie sprzątać przed tydzień. Tym mnie zawsze przekona, no przecież. Szybko się pograłyśmy i wsiadłyśmy do autobusu. Ogólnie coś mi się wydawało, że źle jedziemy, ale okej. Mimo wszystko po pewnym czasie postanowiłam spytać wszechwiedzącej gdzie jesteśmy.
- Sandra, gdzie my jesteśmy i dlaczego tu nie jest jak w okolicy centrum?
- Spoko, jak sprawdzałam to pisało...
- BYŁO NAPISANE!
- Zamknij się! Ale dobra było napisane, że musimy dojechać do ostatniego przystanku.
- Aha, jesteś pewna??
- Jasne.
Okej, jak była pewna to uznałam, że chyba potrafi sprawdzić autobus? Po 15 minutach kierowca kazał nam wysiąść.
- SANDRA GDZIE MY JESTEŚMY DO CHOLERY? - rzuciłam środkowej spojrzenie mogące zabijać.
- Yyyyy... no ten, bo mi się chyba numerki pomyliły... i ten tego wsiadłyśmy do 6 zamiast do 8...
- Co ty mi tu pierdolisz, noooooo?!
- No nie pierdolę!
- I co my teraz zrobimy jak jesteśmy chyba na obrzeżach Rzeszowa, a ja przypominam, że nie znamy tego miasta!
- Nie wiem. DLACZEGO TY WCHODZISZ NA NETA JAK SIĘ ZGUBIŁYŚMY?!
- Myśl głupia! Może map w nim nie mam, ale może jakiś siatkarz jest na fejsie i nas pokieruje?!
- No to działaj, ja nic nie mówię.
Weszłam szybko na messenger. Igła był dostępny. Zadzwoniłam do niego przez fejsa, bo nie miałam numeru krzyśkowego telefonu. Odebrał po chwili i usłyszałam w słuchawce :
- Siemka Ruda, co jest?
- No hej, bo ja dzwonię z taką sprawą, że moja super inteligenta przyjaciółka chciała jechać do Galerii Rzeszów, ale oczywiście wsiadłyśmy do 6 zamiast do 8 i nie wiemy gdzie jesteśmy mógłbyś nas pokierować? - powiedziałam bardzo szybko.
- A na jakim jesteście przystanku? - spytał od razu Igła.
- Rzeszów Wschód.
- Jesteście na drugim końcu miasta.
- CO?!
- No po drugim końcu miasta niż galeria.
- O kurwa.
- Jak ładna to pozdrów... ała! Iwonka, ja tylko żartowałem!
- To jak jechać?
- Może wróćcie szóstką do domu i stamtąd ósemką do Galerii?
- A faktycznie, no nie pomyślałam o tym.
- Brawo!
- No przepraszam, miasta nie znam i jestem na jakimś ciemnym zadupiu, zero ludzi (oprócz tego głupka!) to trochę się zaczęłam bać, więc nie myślałam racjonalnie.
- Pewnie jak zwykle!
- Pfffffff... ale dzięki, co ja bym bez ciebie zrobiła.
- Nie ma za co! Pa.
- Pa.
-------------------------------------------
Dobra, ja wiem, rozdziały miały być codziennie... Ale będą od dzisiaj! XD Właśnie o to mi chodziło! :P A teraz tak - jeśli ktoś przeczyta to niech zostawi chociaż kropkę w komentarzu ;) Czyli z anonimami umawiam się na kropkę, okej? ;) Zapraszam do czytania i komentowania! Pozdrawiam :*
"Dawaj zawsze z siebie jak najwięcej. Trenuj, pracuj ciężko, a w przyszłości przyniesie to efekty."
sobota, 24 stycznia 2015
wtorek, 20 stycznia 2015
Rozdział 9
Razem z Sandrą zjedliśmy... zapiekanki. Jej popisowe danie obiadowo-kolacyjne, czy jak to się tam mówi, było nie do zjedzenia, ponieważ było "SPAAAALONE". Na początku usłyszałam "SPASIONE", ale w to nie wnikamy. A miała być pizza. Obrażam się! Ja chciałam pizzę, a to, że nie umiem nastawiać piekarnika to wcale nie jest dziwne! Ale wracając do tematu zapiekanek. Były całkiem dobre, więc potem "klapłam" na kanapę i włączyłam telewizor.
- Sandziaaaaaaaaaa!!! - zaczęłam się drzeć.
- Czego? - przybiegła szybko. - I żadna "Sandzia", pojebało?
- Nic nie ma w "telewiżyn" - błysnęłam angielskim.
- To straszne - ej, koleżanko ironia jest moja!
- Ja chcę, żeby mecz był albo już sezon skoków!
Poza siatkówką "jarałam" się też skokami. Omnomnomnomnomnomnom kocham! Tak to można powiedzieć.
- Jezu nie! Tylko nie skoki! Zakazuję tego oglądać tu! Jak można to lubić?!
- Weź... kobieto... mów do ręki, ściany czy chuj wie czego, ale nie do mnie! - "załamałam" się.
Jak można łatwo wydedukować moja ulubiona środkowa skoków nie lubiła. Oczywiście, cytuję : "delikatejszyn" mówiąc. Uznając, że i tak z tego gówna, zwanego również odbiornikiem telewizyjnym lub potocznie telewizorem (wiem, że tego nie wiedzieliście) nic nie wycisnę wyłączyłam go i rzuciłam pilotem.
- Rozjebałaś pilota! - uznała Witak podnosząc głowę z nad kolejnego gówna, zwanego szajsungiem, a nie wśród szlachty... dobra w sumie nie ważne.
- No to co?! - pfffffffff... - To nie ja!
- To kto? Może ja?
- Nie pyskuj!
- EJJJJJJJJJ!!! - krzyknęła. - Mój tata tak zawsze mówi!
- Moja mama też, no tata to nie wiem, nie znam typa!
- Głupia - pokręciła głową z niedowierzaniem "Sandzia".
- Miło mi, ja Zuzia - wyciągnęłam do niej rękę.
- No nie, a ja myślałam, że PRAKSEDA.
- Skąd ty to wytrzasnęłaś?
- Nie wiem - zaśmiała się.
- Co to znowu w ten telefon paczysz, noooo?! - rzuciłam w nią moim oczojebnym kapciem.
- Bartman mnie zaprosił do znajomych i Kurek, i Fabian, i Dzik, i...
- Dobra, dobra ogarniam - uciszyłam ją. - Uno momento.
- Ale z ciebie poliglotka...
- Mnie też zaprosili! - krzyknęłam. - Chwila, chwila...
- What?
- BARTMAN MNIE NIE ZAPROSIŁ! JUŻ ON TEGO POŻAŁUJE!
- Przecież go nie lubisz?
- Ale. Fejm. Musi. Być!
- Nie samymi lajkami żyje człowiek! - błysnęła inteligencją.
- LAJKI ŻYYYYCIEM!
- Idiotka.
- Ej, wcale, że nie!
- Wcale, że tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Tak!
- Nie!
- Przegrałaś! - uśmiechnęłam się tryumfalnie.
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Dobra wygrałaś, biję ci pokłony!
----------------------------------------------------------------------------------
I takim oto o spięciem, kończę ten rozdział! W końcu jakąś tam wena przyszła na tego bloga, dlatego jutro tutaj pojawi się nowy rozdział :D Przez ten tydzień codziennie będę się starała dodawać tu po rozdziale :) Cieszycie się? Mam nadzieję, że moje winy zostaną wybaczone!
STEJ TJUND!
- Sandziaaaaaaaaaa!!! - zaczęłam się drzeć.
- Czego? - przybiegła szybko. - I żadna "Sandzia", pojebało?
- Nic nie ma w "telewiżyn" - błysnęłam angielskim.
- To straszne - ej, koleżanko ironia jest moja!
- Ja chcę, żeby mecz był albo już sezon skoków!
Poza siatkówką "jarałam" się też skokami. Omnomnomnomnomnomnom kocham! Tak to można powiedzieć.
- Jezu nie! Tylko nie skoki! Zakazuję tego oglądać tu! Jak można to lubić?!
- Weź... kobieto... mów do ręki, ściany czy chuj wie czego, ale nie do mnie! - "załamałam" się.
Jak można łatwo wydedukować moja ulubiona środkowa skoków nie lubiła. Oczywiście, cytuję : "delikatejszyn" mówiąc. Uznając, że i tak z tego gówna, zwanego również odbiornikiem telewizyjnym lub potocznie telewizorem (wiem, że tego nie wiedzieliście) nic nie wycisnę wyłączyłam go i rzuciłam pilotem.
- Rozjebałaś pilota! - uznała Witak podnosząc głowę z nad kolejnego gówna, zwanego szajsungiem, a nie wśród szlachty... dobra w sumie nie ważne.
- No to co?! - pfffffffff... - To nie ja!
- To kto? Może ja?
- Nie pyskuj!
- EJJJJJJJJJ!!! - krzyknęła. - Mój tata tak zawsze mówi!
- Moja mama też, no tata to nie wiem, nie znam typa!
- Głupia - pokręciła głową z niedowierzaniem "Sandzia".
- Miło mi, ja Zuzia - wyciągnęłam do niej rękę.
- No nie, a ja myślałam, że PRAKSEDA.
- Skąd ty to wytrzasnęłaś?
- Nie wiem - zaśmiała się.
- Co to znowu w ten telefon paczysz, noooo?! - rzuciłam w nią moim oczojebnym kapciem.
- Bartman mnie zaprosił do znajomych i Kurek, i Fabian, i Dzik, i...
- Dobra, dobra ogarniam - uciszyłam ją. - Uno momento.
- Ale z ciebie poliglotka...
- Mnie też zaprosili! - krzyknęłam. - Chwila, chwila...
- What?
- BARTMAN MNIE NIE ZAPROSIŁ! JUŻ ON TEGO POŻAŁUJE!
- Przecież go nie lubisz?
- Ale. Fejm. Musi. Być!
- Nie samymi lajkami żyje człowiek! - błysnęła inteligencją.
- LAJKI ŻYYYYCIEM!
- Idiotka.
- Ej, wcale, że nie!
- Wcale, że tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Tak!
- Nie!
- Przegrałaś! - uśmiechnęłam się tryumfalnie.
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Dobra wygrałaś, biję ci pokłony!
----------------------------------------------------------------------------------
I takim oto o spięciem, kończę ten rozdział! W końcu jakąś tam wena przyszła na tego bloga, dlatego jutro tutaj pojawi się nowy rozdział :D Przez ten tydzień codziennie będę się starała dodawać tu po rozdziale :) Cieszycie się? Mam nadzieję, że moje winy zostaną wybaczone!
STEJ TJUND!
wtorek, 9 grudnia 2014
Rozdział 8
Proszę o przeczytanie komentarza odautorskiego pod rozdziałem, zwłaszcza Gumę Balonową! :D
--------------------------------------------------------------------------------
Kontynuowaliśmy naszą rozmowę.
- Ale kolesiówa przy kasie się na mnie gapiła, ja pierdzielę!
- Nie często widzi się dziewczynę o wzroście metr 93 - uznał Fabio.
- Kiedyś mi to przeszkadzało nie powiem, ale w sumie to teraz mi to zwisa i powiewa - machnęłam ręką.
- Zgadzam się z Zuzolem - pokiwała głową Sandra, a ja pogroziłam jej palcem.
- Jaja se robisz? Jaki ZUZOL?! - zgromiłam ją wzrokiem.
- Widzicie Zuzol nienawidzi jak się mówi na niego Zuzol - wyjaśniła chłopakom moja przyjaciółka.
- To od dzisiaj mówimy na ciebie Zuzol - wyszczerzył się Kurek.
- Już nie żyjecie - warknęłam, serio nie lubiłam jak ktoś mnie nazywał "Zuzol".
- Bardzo się boję - zaśmiał się Bartek. - I tak jestem wyższy!
- Wysoki jak brzoza, głupi jak koza. HA! - zrymowałam.
- Silny jak tur, głupi jak szczur! - zaśmiał się Drzyzga.
- Nie czujecie, że rymujecie! - zaczęła się śmiać Witak.
- No jak nie, jak tak! - krzyknęliśmy równocześnie.
- Normalnie - uznał Kurek.
- Spadaj Kurson! - powiedziałam.
- KurSON?
- Zuzia tak ma, że albo przez cały dzień wszystko zdrabnia na przykład "Witaś, Zuziuś, piesuś" i tym podobne albo dodaje do wszystkiego "son" na przykład "Sanderson, Kurson, atakson" - wyjaśniła Sandra.
- Sorry, taki mamy klimat - uznałam.
- Beeeeka - zaśmiał się Kurek.
- Ej, ale ty tak serio? - spytał Fabian ze zdziwieniem.
- Nie, kufa, na niby. Zwłaszcza w czasie meczu tak mam - zaśmiałam się.
- I w ogóle Zuza dużo krzyczy w czasie meczu, ale ja się już przyzwyczaiłam - kiwnęła głową moja przyjaciółka.
- A jak długo się znacie? - zaciekawił się Bartosz.
- Będzie 12 lat, a gramy razem w zespole od dobrych 7 - wyszczerzyłam się.
- Tak długo musimy ze sobą wytrzymywać - "załamała się" ta małpa! (cofam przyjaciółkę!)
- No ja bym chyba nie wytrzymał - śmiał się Fabian.
- Z Sandrą na pewno, ze mną oczywiście!
- Teraz powinny być trzy kropki nienawiści - uznała Sandra.
- Uzależniona od fejsa jest - poinformowałam chłopaków.
- Wcale nie! - zaprzeczyła szybko.
- Wcale tak! - "szepnęłam" do chłopaków.
- Rozumiem, rozumiem - zaśmiał się Kurek.
- O zaraz będziemy u nas! - zauważyła Witak.
- Musimy przejść przez przejście dla pieszych - poinformowałam chłopaków.
- Okej.
Dalej rozmawiając doszliśmy do przejścia. Gdy nie czekaliśmy na zielone oparłam się o słupek i zmieniając głos powiedziałam :
- Proszę pana ja czekam! - udawałam zniecierpliwienie. - Ale proszę pana ja naprawdę czekam!
- Zielone! - krzyknął Kurek.
- NO CO TY NIE POWIESZ! - krzyknęłam również.
- POWIEM! - głośniej niż wcześniej wydarł się Bartek.
Siatkarze odprowadzili nas do klatki, pożegnali się, a my weszłyśmy po schodach.
- Chodź Zuzolu zapraszam cię na romantico obiado-kolację przy żarówce - zaśmiała się Sandra.
- Z tobą nawet robienie kotletów jest zajebiste - zaczęłam się śmiać.
- No ja wiem!
- Ależ ty skromna!
- I do tego ładna, dobra siatkarka i w ogóle zajebista! - poruszyła brwiami moja ulubiona środkowa.
- No oczywiście - skromniacha z niej od urodzenia, serio.
-------------------------------------------------------------
No to tak, dwie sprawy :)
1. Przepraszam, że rozdział taki krótki, ale oglądałam mecz Radomia z Kielcami i nie mogłam się skupić na pisaniu :P a dzisiaj mam egzamin w muzycznej i powtarzam cały program :P
2. Gumo Balonowa (jak to brzmi XD), poprosiłaś o kontynuowanie bloga piłkarskiego (TEGO), więc co jakiś czas będę wstawiała tam jakieś rozdziały :*
Pozdrawiam :*
4 kom = 9 rozdział :D
--------------------------------------------------------------------------------
Kontynuowaliśmy naszą rozmowę.
- Ale kolesiówa przy kasie się na mnie gapiła, ja pierdzielę!
- Nie często widzi się dziewczynę o wzroście metr 93 - uznał Fabio.
- Kiedyś mi to przeszkadzało nie powiem, ale w sumie to teraz mi to zwisa i powiewa - machnęłam ręką.
- Zgadzam się z Zuzolem - pokiwała głową Sandra, a ja pogroziłam jej palcem.
- Jaja se robisz? Jaki ZUZOL?! - zgromiłam ją wzrokiem.
- Widzicie Zuzol nienawidzi jak się mówi na niego Zuzol - wyjaśniła chłopakom moja przyjaciółka.
- To od dzisiaj mówimy na ciebie Zuzol - wyszczerzył się Kurek.
- Już nie żyjecie - warknęłam, serio nie lubiłam jak ktoś mnie nazywał "Zuzol".
- Bardzo się boję - zaśmiał się Bartek. - I tak jestem wyższy!
- Wysoki jak brzoza, głupi jak koza. HA! - zrymowałam.
- Silny jak tur, głupi jak szczur! - zaśmiał się Drzyzga.
- Nie czujecie, że rymujecie! - zaczęła się śmiać Witak.
- No jak nie, jak tak! - krzyknęliśmy równocześnie.
- Normalnie - uznał Kurek.
- Spadaj Kurson! - powiedziałam.
- KurSON?
- Zuzia tak ma, że albo przez cały dzień wszystko zdrabnia na przykład "Witaś, Zuziuś, piesuś" i tym podobne albo dodaje do wszystkiego "son" na przykład "Sanderson, Kurson, atakson" - wyjaśniła Sandra.
- Sorry, taki mamy klimat - uznałam.
- Beeeeka - zaśmiał się Kurek.
- Ej, ale ty tak serio? - spytał Fabian ze zdziwieniem.
- Nie, kufa, na niby. Zwłaszcza w czasie meczu tak mam - zaśmiałam się.
- I w ogóle Zuza dużo krzyczy w czasie meczu, ale ja się już przyzwyczaiłam - kiwnęła głową moja przyjaciółka.
- A jak długo się znacie? - zaciekawił się Bartosz.
- Będzie 12 lat, a gramy razem w zespole od dobrych 7 - wyszczerzyłam się.
- Tak długo musimy ze sobą wytrzymywać - "załamała się" ta małpa! (cofam przyjaciółkę!)
- No ja bym chyba nie wytrzymał - śmiał się Fabian.
- Z Sandrą na pewno, ze mną oczywiście!
- Teraz powinny być trzy kropki nienawiści - uznała Sandra.
- Uzależniona od fejsa jest - poinformowałam chłopaków.
- Wcale nie! - zaprzeczyła szybko.
- Wcale tak! - "szepnęłam" do chłopaków.
- Rozumiem, rozumiem - zaśmiał się Kurek.
- O zaraz będziemy u nas! - zauważyła Witak.
- Musimy przejść przez przejście dla pieszych - poinformowałam chłopaków.
- Okej.
Dalej rozmawiając doszliśmy do przejścia. Gdy nie czekaliśmy na zielone oparłam się o słupek i zmieniając głos powiedziałam :
- Proszę pana ja czekam! - udawałam zniecierpliwienie. - Ale proszę pana ja naprawdę czekam!
- Zielone! - krzyknął Kurek.
- NO CO TY NIE POWIESZ! - krzyknęłam również.
- POWIEM! - głośniej niż wcześniej wydarł się Bartek.
Siatkarze odprowadzili nas do klatki, pożegnali się, a my weszłyśmy po schodach.
- Chodź Zuzolu zapraszam cię na romantico obiado-kolację przy żarówce - zaśmiała się Sandra.
- Z tobą nawet robienie kotletów jest zajebiste - zaczęłam się śmiać.
- No ja wiem!
- Ależ ty skromna!
- I do tego ładna, dobra siatkarka i w ogóle zajebista! - poruszyła brwiami moja ulubiona środkowa.
- No oczywiście - skromniacha z niej od urodzenia, serio.
-------------------------------------------------------------
No to tak, dwie sprawy :)
1. Przepraszam, że rozdział taki krótki, ale oglądałam mecz Radomia z Kielcami i nie mogłam się skupić na pisaniu :P a dzisiaj mam egzamin w muzycznej i powtarzam cały program :P
2. Gumo Balonowa (jak to brzmi XD), poprosiłaś o kontynuowanie bloga piłkarskiego (TEGO), więc co jakiś czas będę wstawiała tam jakieś rozdziały :*
Pozdrawiam :*
4 kom = 9 rozdział :D
niedziela, 12 października 2014
Rozdział 7
Bartman oczywiście się wściekł po mojej ripoście, ale już do końca siedział cicho. Igła i Kurek mieli z niego niezłą bekę. Gdy wszyscy zjedli mogliśmy się spokojnie rozejść. Szłam z Sandrą w stronę naszego mieszkania, gdy jadący za nami samochód zaczął zwalniać.
- Podwieźć gdzieś was miłe panie? - spytał z głupim uśmiechem Bartman, a siedzący obok niego Igła popatrzył pytająco.
- Do Gdańska bym wolała sama iść na piechotę niż znaleźć się w jednym samochodzie z tobą, Zbyniu! - posłałam mu całusa i poszłam dalej, a Sandra razem ze mną.
- Nie to nie, do widzenia! - powiedział zamykając szybę.
- Do (nie)widzenia! - pomachałam mu.
- Ale ty jesteś miła - zaśmiała się moja przyjaciółka.
- No wiesz... rude jest wredne! - uśmiechnęłam się.
- Nawet bardzo! Wiem, mam rudą przyjaciółkę!
- A ja mam taką głupią blondynkę!
- Powiedz imię! Może znam?
- Sandra!
- Nie lubię cię! - wskazała na mnie palcem.
- Taki chuj! Jakoś przeżyję!
- Ta dłużej niż 1 dzień nie!
- Najgorsze, że chyba masz rację! - popatrzyłam na koleżankę przerażona.
- Wiedziałam!
- Ej! Masz może PISIONT groszy? Bo muszę sobie kupić coś słodkiegoooo, a nie starczy mi!
- Mam!
- To pożyczysz! Wiesz polubiłam ostatnio tego rapera PISIONT CENTA!
- A ja lubię naszego trenera od wf-u FIFTY SZEWCA! - krzyknęła Sandra.
- Zamknij się! Głośniej się nie dało?!
- DAŁO! - wydarła się jeszcze głośniej ta małpa.
- Zamknij mordę, kapciu!
- A CO ZABRONISZ MI KRZYCZEĆ?!!!
- NO KURWA! ZAMKNIJ DUPĘ!
- Nie ładnie to tak mówić! - dziewczyny odwróciłyśmy się i zobaczyłyśmy Kurka z Drzyzgą.
- A ty to co? - pokręciłam głową .
- My możemy, damom nie wypada! - zaśmiał się Fabian.
- Oj, weź się ogarnij, bo gadasz jak stary moher!
- Ja? Jak stary moher? Dziękuję bardzo! - rozgrywający udawał obrażonego.
- Drzyzga? - spytał Kurek.
- Co?
- Zjedz Snickersa, bo zaczynasz strasznie gwiazdorzyć! - zaśmiał się Bartek.
- A masz? To ja chętnie! - poklepałam przyjmującego.
- Nie mam! I to jest ten problem!
- STOP! Żabola! - i popędziłam w stronę Żabki.
- Zuzia, a PISIONT groszy? - zawołała mnie Sandra.
- No FUCKtycznie! - wróciłam się do nich.
- Weź mi kup snickersa! - powiedział Kurek wręczając mi kasę.
- A co zacząłeś zbytnio gwiazdorzyć?
- Ja? Zawsze! - odpowiedział. - To przez Fabianaaa!
- Dzięki!
- No co?
- Dobra Kurek, bo ty wyglądasz jak małe dziecko jak się tak patrzysz, więc się ogarnij, a ja idę do Żaboli - powiedziałam do Kurka i poszłam do Żabki.
Weszłam do Żabki, wzięłam dwa snickersy i poszłam z nimi do kasy. Gdy płaciłam pani kasjerka oczywiście patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami. Wady bycia wysoką. Wyszłam ze sklepu i dałam batona Kurkowi. Cieszył się jak głupi do sera.
- Matko Kurek, czemu się tak szczerzysz?! - spytała Ola.
- On coś brał! - powiedział zrezygnowany Drzyzga.
- Matka wie, że ćpiesz?! - spytałam się przyjmującego.
- Matka ćpie, że wiesz? - odpowiedział mi.
- WAT?!
----------------------------------------------------------------------------
Ale ma przerwy na tym blogu ;/ Tak to jest kiedy się nie ma ogarniętego całego bloga od początku do końca :/ Mam nadzieję, że wena na niego przyjdzie niedługo, chociaż już powoli jakiś zarys dalszych rozdziałów jest ;) Pozdrawiam :*
3 komy = 8 rozdział (jeśli przez długi czas będą np. tylko 2 to i tak się pojawi ;p)
- Podwieźć gdzieś was miłe panie? - spytał z głupim uśmiechem Bartman, a siedzący obok niego Igła popatrzył pytająco.
- Do Gdańska bym wolała sama iść na piechotę niż znaleźć się w jednym samochodzie z tobą, Zbyniu! - posłałam mu całusa i poszłam dalej, a Sandra razem ze mną.
- Nie to nie, do widzenia! - powiedział zamykając szybę.
- Do (nie)widzenia! - pomachałam mu.
- Ale ty jesteś miła - zaśmiała się moja przyjaciółka.
- No wiesz... rude jest wredne! - uśmiechnęłam się.
- Nawet bardzo! Wiem, mam rudą przyjaciółkę!
- A ja mam taką głupią blondynkę!
- Powiedz imię! Może znam?
- Sandra!
- Nie lubię cię! - wskazała na mnie palcem.
- Taki chuj! Jakoś przeżyję!
- Ta dłużej niż 1 dzień nie!
- Najgorsze, że chyba masz rację! - popatrzyłam na koleżankę przerażona.
- Wiedziałam!
- Ej! Masz może PISIONT groszy? Bo muszę sobie kupić coś słodkiegoooo, a nie starczy mi!
- Mam!
- To pożyczysz! Wiesz polubiłam ostatnio tego rapera PISIONT CENTA!
- A ja lubię naszego trenera od wf-u FIFTY SZEWCA! - krzyknęła Sandra.
- Zamknij się! Głośniej się nie dało?!
- DAŁO! - wydarła się jeszcze głośniej ta małpa.
- Zamknij mordę, kapciu!
- A CO ZABRONISZ MI KRZYCZEĆ?!!!
- NO KURWA! ZAMKNIJ DUPĘ!
- Nie ładnie to tak mówić! - dziewczyny odwróciłyśmy się i zobaczyłyśmy Kurka z Drzyzgą.
- A ty to co? - pokręciłam głową .
- My możemy, damom nie wypada! - zaśmiał się Fabian.
- Oj, weź się ogarnij, bo gadasz jak stary moher!
- Ja? Jak stary moher? Dziękuję bardzo! - rozgrywający udawał obrażonego.
- Drzyzga? - spytał Kurek.
- Co?
- Zjedz Snickersa, bo zaczynasz strasznie gwiazdorzyć! - zaśmiał się Bartek.
- A masz? To ja chętnie! - poklepałam przyjmującego.
- Nie mam! I to jest ten problem!
- STOP! Żabola! - i popędziłam w stronę Żabki.
- Zuzia, a PISIONT groszy? - zawołała mnie Sandra.
- No FUCKtycznie! - wróciłam się do nich.
- Weź mi kup snickersa! - powiedział Kurek wręczając mi kasę.
- A co zacząłeś zbytnio gwiazdorzyć?
- Ja? Zawsze! - odpowiedział. - To przez Fabianaaa!
- Dzięki!
- No co?
- Dobra Kurek, bo ty wyglądasz jak małe dziecko jak się tak patrzysz, więc się ogarnij, a ja idę do Żaboli - powiedziałam do Kurka i poszłam do Żabki.
Weszłam do Żabki, wzięłam dwa snickersy i poszłam z nimi do kasy. Gdy płaciłam pani kasjerka oczywiście patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami. Wady bycia wysoką. Wyszłam ze sklepu i dałam batona Kurkowi. Cieszył się jak głupi do sera.
- Matko Kurek, czemu się tak szczerzysz?! - spytała Ola.
- On coś brał! - powiedział zrezygnowany Drzyzga.
- Matka wie, że ćpiesz?! - spytałam się przyjmującego.
- Matka ćpie, że wiesz? - odpowiedział mi.
- WAT?!
----------------------------------------------------------------------------
Ale ma przerwy na tym blogu ;/ Tak to jest kiedy się nie ma ogarniętego całego bloga od początku do końca :/ Mam nadzieję, że wena na niego przyjdzie niedługo, chociaż już powoli jakiś zarys dalszych rozdziałów jest ;) Pozdrawiam :*
3 komy = 8 rozdział (jeśli przez długi czas będą np. tylko 2 to i tak się pojawi ;p)
sobota, 6 września 2014
Rozdział 6
Gdy już pośmialiśmy się z Bartmana, udaliśmy się do szatni, a potem na jedną z salek treningowych na Podpromiu gdzie miało być coś do jedzenia. No, i było, ale oczywiście ci "więksi" zdążyli podejść pierwsi, a my musiałyśmy czekać. Gdy nadeszła moja kolej nałożyłam sobie jakąś sałatkę i trochę mięsa. Usiadłyśmy tam gdzie kazali nam chłopacy tj. koło nich.
- O patrzcie idą przegrani - zaśmiał się Igła.
- Tylko nie życzę sobie Zbigniewa na miejscu koło mnie!
- Da się załatwić - uśmiechnął się Bartek.
- ZBYNIU! KUBI! FABIAN! PIOTREK! Siadajcie do nas! - no ta Igła to od razu wszystkich musi poinformować, że ci siatkarze będą siedzieć właśnie W TYM miejscu.
Mój wróg #1 usiadł jak najdalej ode mnie co było mi na rękę.
- I jak dziewczyny? Zmęczone po meczu? - spytał Dzik.
- W ŻYCIU! - krzyknęłam.
- Pierdolisz - orzekł Kurek jedząc.
- Nie pierdolę za młoda jestem.
- Tak, tak oczywiście - zaśmiał się Możdżon.
- Ej, Możdżon nie bądź taki zadowolony, bo już niedługo rozwalimy twoją Zaksę na Podpromiu! - stwierdził Ignaczak - idziecie na mecz?
- My? - spytała się Sandra.
- No! A kto?
- Idziemy.
- A komu kibicujecie?
- Zaksie! - odparłam i przybiłam pionę z Drzewcem.
- CO? FOCH FOREVER! - Kurek udawał obrażoną nastolatkę.
- Ja Sovii - Sandra życzliwie uśmiechnęła się do chłopaków.
- NO! I TO MI SIĘ PODOBA! - udzielił się Minister Obrony Narodowej.
- Pfffff... Zaksa Mistrzem, Zaksa Panem, zawsze będę Zaksy fanem! - powiedziałam - Co nie Możdżon?
- A jak! Moja krew!
- Jeszcze zobaczymy kto wygra - uznał dyplomatycznie Bartman.
- Jak długo będziecie z nami trenować, tak w ogóle? - spytała Sandra.
- Jeszcze 3 dni.
- A on też? - wskazałam palcem na Bartmana.
- Tak.
- O NIE!!! - udawałam, że płaczę.
- Ej, jedzcie może? - zasugerował Fabi.
- YYYYY... no okej.
- A będzie coś na deser? - spytał Kubiak.
- Dzik na złotej tacy - strzeliłam.
- Ale jednego Dzika już mamy to nam nie wystarczy? - Zbyszek jak zwykle musiał wyrazić swoje zdanie.
- Absolutnie nie!
- O patrzcie już jest!
- Dzik? - spytałam z nadzieją.
- Nie, sałatki owocowe.
- Aaaa... to chuj - skrzywiłam się.
- A jaki?
- Fajny.
- A jak wygląda?
- A co nie masz, że się mnie pytasz - zgasiłam Bartmana jak woda ogień.
---------------------------------------------------------------------------------
Joł, joł, joł hipsta xD Witam (chyba normalne przywitanie lepsze) xD Troszkę dawno tu nic nie było, ale zajęłam się tym blogiem i tak właśnie rozdział, który miał się pojawić 2 dni temu pojawił się dzisiaj za co PRZEPRASZAM. Zapraszam was do komentowania i pozdrawiam :*
- O patrzcie idą przegrani - zaśmiał się Igła.
- Tylko nie życzę sobie Zbigniewa na miejscu koło mnie!
- Da się załatwić - uśmiechnął się Bartek.
- ZBYNIU! KUBI! FABIAN! PIOTREK! Siadajcie do nas! - no ta Igła to od razu wszystkich musi poinformować, że ci siatkarze będą siedzieć właśnie W TYM miejscu.
Mój wróg #1 usiadł jak najdalej ode mnie co było mi na rękę.
- I jak dziewczyny? Zmęczone po meczu? - spytał Dzik.
- W ŻYCIU! - krzyknęłam.
- Pierdolisz - orzekł Kurek jedząc.
- Nie pierdolę za młoda jestem.
- Tak, tak oczywiście - zaśmiał się Możdżon.
- Ej, Możdżon nie bądź taki zadowolony, bo już niedługo rozwalimy twoją Zaksę na Podpromiu! - stwierdził Ignaczak - idziecie na mecz?
- My? - spytała się Sandra.
- No! A kto?
- Idziemy.
- A komu kibicujecie?
- Zaksie! - odparłam i przybiłam pionę z Drzewcem.
- CO? FOCH FOREVER! - Kurek udawał obrażoną nastolatkę.
- Ja Sovii - Sandra życzliwie uśmiechnęła się do chłopaków.
- NO! I TO MI SIĘ PODOBA! - udzielił się Minister Obrony Narodowej.
- Pfffff... Zaksa Mistrzem, Zaksa Panem, zawsze będę Zaksy fanem! - powiedziałam - Co nie Możdżon?
- A jak! Moja krew!
- Jeszcze zobaczymy kto wygra - uznał dyplomatycznie Bartman.
- Jak długo będziecie z nami trenować, tak w ogóle? - spytała Sandra.
- Jeszcze 3 dni.
- A on też? - wskazałam palcem na Bartmana.
- Tak.
- O NIE!!! - udawałam, że płaczę.
- Ej, jedzcie może? - zasugerował Fabi.
- YYYYY... no okej.
- A będzie coś na deser? - spytał Kubiak.
- Dzik na złotej tacy - strzeliłam.
- Ale jednego Dzika już mamy to nam nie wystarczy? - Zbyszek jak zwykle musiał wyrazić swoje zdanie.
- Absolutnie nie!
- O patrzcie już jest!
- Dzik? - spytałam z nadzieją.
- Nie, sałatki owocowe.
- Aaaa... to chuj - skrzywiłam się.
- A jaki?
- Fajny.
- A jak wygląda?
- A co nie masz, że się mnie pytasz - zgasiłam Bartmana jak woda ogień.
---------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam!
Zapraszam tam i zapraszam do komentowania tam ---> http://never-ever--give-up.blogspot.com/ :) Według mnie prolog na tym nowym blogu jest najlepszym z moich napisanych ;D A i uwaga bo, w adresie bloga, między ever i give są dwie kreski te wiecie jakie takie -- bo inne podobne adresy były zajęte ;c A jak wpiszecie bez dwóch kresek między tymi słowami to wyskoczy wam jakiś arabski blog xD A tu już niedługo pojawi się rozdział ;)
wtorek, 2 września 2014
BARDZO WAŻNE PYTANIE
Moi czytelnicy mam nadzieję na szybką odpowiedź na pytanie : czy jakbym założyła bloga z opowiadaniem bardziej o tematyce siatkarskiej to czytalibyście go? Usunęłabym tego ------> jak-to-jest-byc-toba.blogspot.com bo go prawie nikt nie czyta i nikt nie komentuje, więc wrócę do niego jak skończę któregoś z trzech innych? Co wy na to? Zostałby ten blog, ten o skokach i ten nowy (jak będzie)? Piszcie szybko ;) Jeśli przynajmniej dwie osoby poprą ten pomysł to już dzisiaj pojawi się prolog, a może i 1 rozdział ;) Pozdrooo :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)